Moje pomysły na biznes w domu

Hey - Sic!

Po przesłuchaniu nasuwa mi się skojarzenie z albumem "Mrok" made by O.N.A. zmieszanym z "Californication" Red Hotów. Co jakiś czas byłbym skłonny zauważyć nawet jakoweś wpływy Myslovitz. Zaliczyłbym tą płytę do spokojniejszych wytworów tej grupy. Słychać wyraźnie eksperymenty z elektroniką i nowymi brzmieniami, co dodaje ciekawej atmosfery. Odkąd zdobyłem "sic!"-a, jest on niezmiennie w czołówce rankingu moich ulubionych płyt.

Jestem zwolennikiem damskiego wokalu w ogóle, a ten podoba mi się szczególnie. Świetnie komponuje się z wyważonymi gitarami. Część tekstów jest prawie szeptana. A co do w/w tekstów, to są one takie, jakie lubię - z dozą poezji, filozofii, ale ciągle związane z rzeczywistością. Trzeba je naprawdę usłyszeć, żeby pojąć, o co mi chodzi. Wracając do muzyki - efekty gitarowe, wspomagane od czasu do czasu syntezatorkiem, tworzą niekiedy cudne frazy. No i nie mógłbym pominąć zróżnicowania melodycznego na płycie - zmieścili tam chyba wszystko, co dałoby się wpleść w muzykę grupy czasem nawet punkowej.

Codziennie słucham tej płyty, zanim oddam się w objęcia Morfeusza, i codziennie odkrywam w niej coś nowego. To strasznie fajne uczucie w erze otaczającego nas zewsząd szmelcu. Na palcach jednej nogi mogę policzyć albumy, które tak na mnie podziałały. Jeśli ktoś nie słucha bezmyślnie i potrafi czytać między wierszami, to po każdym kontakcie z tymi tekstami może je inaczej zinterpretować. Na tym polega fenomen tej płyty. Mimo, że nie jestem fanem Hey, nie doszukałem się wad w tej płytce. Dla mnie absolutnie nr 1. To trzeba usłyszeć!